Poherbaciło!?

Rozpoczynamy nasz cykl zdjęciowy! Konkretne wpisy tematyczne będziemy również niebawem dodawać, ale żeby wykazać nieco aktywności, będziemy wrzucać zapychacze w postaci zdjęć.

Dzisiejsza fotka główna to dosłownie pierwszy napój, jaki kupiliśmy w Japonii, a który wybrała Jola, na pierwszy rzut oka stwierdzając „zajebYsta!” – a nazywa się on „sokenbicha” (fon. „so-ken-bi-cia”).

Sokenbicha to linia herbat produkowanych – jak sporo innych napojów tutaj – przez Coca-Colę, a owo „so-ken-bi-cha” dosłownie znaczy „odświeżająca, zdrowa, piękna herbata”. Na estetyce herbat się za bardzo nie znam, ale podoba mi się koncepcja pięknej herbaty. Wyobrażacie sobie zawody Miss Herbaty? To byłby dopiero czad!

Ekhm…

Najpopularniejszą odmianą jest wersja jęczmienna, która smakuje tak, jakby producenci Inki postanowili zrobić herbatę, zamiast kawy. O ile Inkę lubimy, tak jej herbaciana wersja podeszła nam średniawo – nie jest niesmaczna ale pijało się lepsze rzeczy; być może to smak nabyty.

Poza oczywistą oczywistością w postaci zielonej herbany (w najpopularniejszych odmianach: sencha (fon. „sen-cia”) i matcha (fon. „mat-cia”, ale wymawiane jak „pizza”), pija się wiele innych rodzajów herbat, z czego najczęściej spotykane to:

  • houjicha (fon. „hoo-dzi-cia”) – również zielona herbata, ale… prażona! Zatem jej kolor jest bardziej zbliżony czarnej/czerwonej, niż do zielonej. Ma specyficzny, ale dość przyjemny smak.
  • genmaicha (fon. „gen-mai-cia”) – zielona herbata zmieszana z prażonym ryżem.

Trzeba wspomnieć, że wszystkie te herbaty są bardzo łagodne i – o ile nie można powiedzieć, że są rozwodnione – to nigdy nie porażają smakiem i są doskonałe do picia w gorące dni.

Ciekawostka:
Houjicha jest bardzo często podawana zamiast wody w restauracjach podających udon czy ramen albo inne klasyczne potrawy. Zazwyczaj na stoliku stoi cały dzbanek albo wody, albo – jak na powyższym zdjęciu – właśnie tej herbaty, przy czym jest ona kompletnie darmowa, a na „dzień dobry” kelner podaje każdej osobie przy stoliku napełnioną już szklankę, by można było sobie popijać podczas wybierania z menu (a to czasem schodzi długo – szczególnie, kiedy dostaje się menu tylko po japońsku!).

Oczywiście Japończycy pijają też rzeczy inne niż herbata i można spotkać większość tych napojów (albo ich odpowiedników), które widzimy w Polsce. Nieco ciekawsze są różne mieszanki smakowe, które u nas trudno spotkać, np. brzoskwiniowa Coca-Cola. Wiem, zapewne myślicie sobie „to musi być ohydne! Cola i brzoskwinia? Przecież to się nijak nie łączy!„. A jednak! – nie dość, że się łączy, to jest o wiele smaczniejsza, niż oczekiwaliśmy 🙂

A gdzie takie rzeczy można znaleźć? Pewnie w jakichś supermarketach czy innych dziwnych sklepach z nowinkami? Nic z tych rzeczy – zarówno herbaty, jak i różne mieszanki napojowe, można znaleźć w pierwszym lepszym spożywczaku, a jak nie ma żadnego w pobliżu albo jest zamknięty, to pozostaje zawsze dostępny, wszędzie występujący automat z napojami.

Na automat zawsze można liczyć. Automat zrozumie, automat poradzi, automat nigdy Cię nie zdradzi! Nie dość, że są dosłownie wszędzie, to w dodatku po prostu działają . Nie ma sytuacji, że automat kradnie pieniądze, albo odrzuca monety, czy też jest w ogóle nieczynny (ew. może udawać nieczynny – o tym kiedy indziej). Zimne napoje są zawsze zimne, gorące napoje są gorące, i wylatują za każdym razem tak samo – bez tego delikatnego poczucia niepewności „czy aby tym razem nie odejdę z niczym?”.

O samych napojach możnaby jeszcze pisać i pisać (i być może kiedyś napiszemy ciąg dalszy lub uzupełnienie), ale – jako że miał to być tylko krótki artykuł, który już się rozrósł do sporych rozmiarów – na tym skończymy.

Do następnego!

Dodaj komentarz