Mumbai, dzień trzeci

Rano wstaliśmy i wreszcie wybraliśmy się na jakies drobne zakupy odzieżowe. Nasz host, dr Siddharth, polecił wcześniej nam kilka miejsc, przy czym zaznaczył, że najbezpieczniejszym będzie Star Bazaar ze względu na stałe ceny. W innych miejscach trzeba się targować, więc różnie to by mogło wyjść 😀

Zanim weszliśmy, zostaliśmy sprawdzeni przez ochronę – jest to (przynajmniej obecnie) standardowe zjawisko prawie wszędzie w Indiach, gwoli zapobieganiu atakom terrorystycznym. Z bramkami, oklepywaniem i sprawdzaniem zawartości plecaków można się spotkać np. w kinie, w galeriach, na stacjach i świątyniach.

Kiedy już weszliśmy do środka, odetchnęliśmy z ulgą, bo się okazało, że wbrew nazwie jest to po prostu supermarket, i to nie byle jaki! Od odzieży, przez akcesoria kuchenne, po artykuły spożywcze – naprawdę spory asortyment i ogromny wybór. Aż chciałoby się pół sklepu wykupić. Po rozglądnięciu się i przymiarkach pokupiliśmy kilka ubrań, a że było gorąco to do tego doszła tona różnych napojów z lodówki, które zresztą były pyszne, choć nietypowe (np. mleko kardamonowe, albo czekoladowe z kawałkami migdałów).

PSX_20150316_165049

Po zakupach pojechaliśmy metrem na stację, skąd wsiedliśmy w pociąg do Mahalakshmi. Tam na dzień dobry zobaczyliśmy słynną pralnie dhobi ghat, która to podobno jest największą taką pralnią w Azji.

PSX_20150302_200848

Potem piechotką do świątyni Mahalakshmi. Jako że nie znaliśmy rytuałów, to nie bardzo wiedzieliśmy co począć, ale dało się odczuć świątynny klimat widząc modlących się Hindusów.

PSX_20150302_201236

Następnie poszliśmy do okazałego meczetu Haji Alego, który akurat był dostępny z okazji odpływu (sam meczet jest na morzu, a prowadzący do niego pomost jest zalewany podczas przypływu). Tam się pomodliliśmy, po czym poszliśmy do pobliskiej muzułmańskiej knajpki, gdzie zamówiliśmy kurczaka z grilla. Podany był z pysznymi bułeczkami i brutalnie ostrym sosem.

PSX_20150316_165655

Po zjedzeniu wzięliśmy taksówkę na stację i, prawie śpiąc, wróciliśmy pociągiem do Andheri.

Odpoczęliśmy chwilę i poszliśmy na kolację na miasto. Tym razem trafiliśmy na „dosa”, czyli taka chrupiąca tortilla z różnego rodzaju nadzieniami i sosami. Wzięliśmy ją na wynos i zjedliśmy w domu. Podczas jedzenia doktor nam zrobił niespodziankę i zaprosił nas do siebie na kolację z rodziną. Byliśmy pojedzeni, no ale jak mogliśmy odmówić 🙂 Zjedliśmy południowy przysmak, jakim są smażone chipsy bananowe i parathę z kurczakiem. Pogadaliśmy, pośmialiśmy się, a i jeszcze pokazał nam widok ze swojego mieszkania (na piętnastym piętrze). Jego balkon przyprawia o dreszcze, ale Mumbai nocą z takiej wysokości jest niesamowity, jak widać na załączonym obrazku 🙂 Na koniec zrobiliśmy sobie wspólną fotkę i, po długim pożegnaniu, wróciliśmy do domu.

PSX_20150303_051138

Dodaj komentarz